w warstwę kurzu tu obecną dmuchnąwszy
Zupelnie o tym miejscu zapomniałam. Wstyd przyznać, bo czuję jąkąś silną emocjonalną więź z paroma latami swoich wypocin. Jednakże na skutek dośc skomplikowanego łańcucha skojarzeń pewnej osoby-> wydarzeń->miejsca tych wydarzeń, o ile przestrzeń internetu można nazwać miejscem, znów się tu znalazłam.
Chyba w całkiem odpowiednim dla mnie momencie - przez lata uzywałam tych zapisków żeby wylać swoje negatywne emocje, podzielić się problemami( sama juz nie wiem, czy z kimkolwiek, czy z samą sobą) - czy to były wyimaginowane depresje 14-sto latki, czy powazniejsze dylematy - zawsze mogłam popstrykac w klawiaturę i czułam się lepiej.  Potrafiłam, jak mi sie wtedy zdawalo, przekuć emocje na coś tworczego. Rzecz jasna, czytając to z perspektywy czasu, uznaję moje natchnione zapiski za cięzkie do przebrnięcia buble, jednak to nie jest ważne. Wyrzucając z siebie emocje dostawałam w zamian trochę satysfakcji i, nie ukrywajmy, samozadowolenia jesli ktoś to przeczytał, skomentował, nie daj boże - przejął się tym co piszę! Dla wyobcowanego człowieka w wieku gimnazjalnym coś takiego zakrawa na całkiem spory wyczyn...
Do czego dążę? Otóż do tego, że zabite zostały we mnie wszelkie twórcze zapędy. Z przerażeniem patrzę na to kim powoli się staję, jakie cechy charakteru z siebie wypieram. Gdzie się podziały rzeczy, które sprawiały tyle przyjemności? Gdzie podział się mój idealizm i upór? Co jest, przeminęły z wiatrem?
Dziewczynki, podobne mnie w ich wieku zapewne pogardliwie by spojrzały na mnie i to jak wygląda moje życie. Zaczynam powaznie żałować, że wzorem amerkańskich dzieci nie napisąlam do siebie listu 5 lat temu, może podziałało by to jak kubeł zimnej wody. Bardzo chciałabym przestac cofać się w rozwoju, marnotrawić swój czas, odzyskać chociaż trochę mojego dziecięcego entuzjazmu.

Żaluję, że nie ma we mnie odwagi. Ani troszkę. Podejmuje wazne decyzje nie mając pewności, a potem siłą inercji brnę brnę brnę. Niemiłe układy, niemiłe sytuacje, sytuacje i układy zapomniane. Jak mawiał mój dawny przyjaciel: "Jeśli jest jakiś problem to jest z nim jak z trupem. Zamiatasz go pod dywan i jak nie posprzątasz od razu,to potem dochodzą kolejne i kolejne i nim sie zobaczysz masz dom pełen trupów". Czy coś w tym stylu.
Wg. tej nowatorskiej teorii w moim 40 m^2 trupy powinny sie już nie mieścić, nawet na balkon nie wystawię, na gdzież z jego rozmiarami.

Z cięzkim sercem dochodzę też do wniosku, że nic sie nie zmieni. Nie wpadnie do mnie Magda Gessler od lifecouchingu i nie urządzi mi rewolucji. Dalej będę brnąć w myśl zasady że jak już gdzieś dobrniesz to cięzko zawrócić. Przykre ale prawidziwe. Testowane.



2011-11-24 02:00:02 skomentuj (0)
rozważania po dwóch dekadach.
ustabilizowałam się, po dlugim czasie, zaaklimatyzowałam się, w moim nowym, piątym chyba z kolei życiu.
po chwili uswiadomiłam sobie, że nieuchronnie zbliża się czas, aby znów wywróciło się do góry nogami.
ten moment miał być teraz, lada chwila, po prostu z przyczyn niezaleznych tym razem ode mnie, odsunął się w czasie troszeńkę.

Jeśli moje zycie spróbować opisać w sensowny sposób wzorami, zasadami termodynamiki, nałożyć stosowne zalożenia, to prędzej już pojmę mechanikę płynów.

Kim jestem? Aspirująca pisarką, dziewczęciem pogrązonym w depresji, zbutnowaną metalówą? A może najgrzeczniejszą dziewczynką w klasie? Najlepszą przyjaciółką Z. X. Y. i innych ktorych już dawno nawet sladu przy mnie? Grubaską? Alkoholiczką? Przyszłym inzynierem? Domatorką? Wiecznym singlem?

skąd pewnośc że aktualne wcielenie jets tym własciwym? moze naprawdę byłam sobą kilka lat temu i zatraciłam to gdzieś po drodze?

za dużo znaków zapytania. musze zacząc mnozyć w swym zyciu wykrzykniki. i uzywac kremów na zmarszki. skasowac bloga, przestac sie zastanawiać. to akurat nie uleglo nigdy zmianie - zawsze twierdziłam i twierdzić będę, że ludziom bardziej płytkim zyje się prościej. na tę kretynską listę noworocznych postanowień wpisac tez koniecznie "rzucic marzenia o pisaniu". o rzuceniu palenia też przestałam, cała silna wola została zmarnowana na walkę z czymś coś co zmarnowało mi lwią częśc mego krótkiego zycia. oklaski.



2011-01-12 23:39:00 skomentuj (0)
rozczarowują noce
brawo brawo.

chciałabym też nie wciskać backspace'a po godzinnym pisaniu, co wiąże się z utratą płodzonych przez w/w godzinę literek.
jestem leniwa, dowidzenia, dobranoc, do zobaczenia za pół roku.

*i nie, nie wiem czy dowidzenia pisze się "do widzenia" czy razem zlepione. Ja mam teraz, proszę Państwa, zalążek mózgu inzyniera!

** no dobra,chciałabym też mieć cos podswietlającego mi klawiaturę jak piszę po ciemku w łóżku, może mniej by literówek bylo. Reszty litanii chyba bezpowrotnie nie odzyskam... i kto mi teraz powie że slowo tradycją pisane jest gorsze od elektronicznego? W internecie łatwo coś unicestwić, delate i już. Żałuję czasem że nie jestem komputerem....


2010-10-20 00:14:23 skomentuj (0)
przykuty do gałęzi chciałbym liściem być
trzeba coś napisać, bo pękłoby mi serce gdyby ktoś skasował moje siedmioletnie dziecko, taki kawał czasu wylewania z siebie płytkich żalów


2010-08-18 20:33:34 skomentuj (0)

 

Lay by Salem 

Najlepiej ogladać w rozdzielczosci 1024x768

Księga gosci  [dodaj]  [ogl±daj]

2011
listopad
styczeń
2010
październik
sierpień
styczeń
2009
grudzień
listopad
sierpień
lipiec
czerwiec
kwiecień
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
maj
kwiecień
marzec
luty
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj

blog.pl